Vikingowie Nadciąga zima. Ciężka dola generała

 

Byłem generałem już jakiś czas. Nasz król Thormund był to dobry władca, sowicie płacił i dbał o swoich ludzi. Był moim przyjacielem. Czasem potrzebował mojej rady, czasem obstawy gwardii, którą dowodziłem.

Kiedy do naszego królestwa Białej Grani przybyli nowi osadnicy, zaczęliśmy się obawiać o spokój w naszej krainie. Podobno jacyś nędzni rebelianci zaczęli podburzać wioski przeciw naszemu królowi…

 

Czas biegł spokojnie i powoli, ale czułem, że coś wisi w powietrzu. W naszej stolicy zaczął kwitnąć handel, pojawiło się wyśmienite jadło, a mieszkańcy cieszyli się dobrą atmosferą. Razem z Thormundem zaczęliśmy tworzyć większą armię. Ja przeprowadzałem selekcję kandydatów, którzy chcieli przystąpić do naszej gwardii. Król wtedy przyjmował audiencje. Po pewnym czasie zebraliśmy całkiem pokaźną liczbę wojowników. Jednego z nich postanowiłem wysłać na zwiad, by zdał relacje z tego, co dzieje się w królestwie. Dwóch naszych wojowników postawiłem obok pałacu na wypadek, gdyby działo się coś złego.

Byłem już zmęczony ciągłym wydawaniem rozkazów i musztrowaniem kandydatów. Postanowiłem coś zjeść, a moje stanowisko zastąpił jeden z moich przybocznych kapitanów. Nie zdążyłem jeszcze zasiąść do stołu, gdy przybiegł zziajany zwiadowca z informacją, że w okolicy kręci się grupa rebeliantów, która założyła obóz około 400m od naszej stolicy! Teraz już byłem pewny, że zagrożenie jest prawdziwe.

 

 

Po zapłaceniu zwiadowcy za dobrze wykonane zadanie udałem się z tymi informacjami do Króla. Ten nie czekając ani chwili, kazał mi zebrać grupę najdzielniejszych wojowników z gwardii i udać się razem z nim w miejsce, gdzie rzekomo był obóz tych nędzników. Zatem wyruszyliśmy. Na miejscu zastaliśmy tylko tlące się ognisko oraz, co ciekawe – rynsztunek, który wskazywał na to, że ktoś tu jednak może przebywać. Po krótkiej chwili zauważyłem, że zmierza w naszym kierunku nieznajoma mi postać. Krzyknąłem by gwardziści uformowali szyk i osłonili Króla.

Osobnik ten, jak się przedstawił – był skromnym pustelnikiem stroniącym od miejskiego zgiełku. Mi jakoś nie wyglądał na samotnika, wydawał się podejrzany. Po krótkiej rozmowie z owym „pustelnikiem” moi gwardziści zauważyli, że ktoś nas obserwuje.

 

 

Dostrzegłem w zasypanych śniegiem zaroślach grupkę ludzi, lecz gdy tylko podszedłem w tamtą stronę od razu uciekli. Po chwili przybiegł do nas członek wioski zielonych. Był zaskoczony naszą obecnością w tym miejscu. Król zaczął go wypytywać: co tu robi, skąd przybywa, aż w końcu zadał pytanie o rebeliantów. Franciszek, bo tak miał na imię ten człowiek, najpierw zarzekał się, że nic o nich nie słyszał, następnie napomknął coś, że niektórzy członkowie jego wioski zaczęli dołączać do rebelii, ale on jest w pełni wierny królowi… Król sprytnie poprosił o przysięgę wierności.

Niestety Franciszkowi przyszło to z wielkim trudem. Zdobyliśmy jeszcze parę informacji od „pustelnika” i udaliśmy się w drogę powrotną do naszego miasta. Zaraz po dotarciu do pałacu król kazał przywołać do siebie  jarla wioski zielonej – Mikołaja. Ten przybył na wezwanie, spytany o przynależność do rebelii – zaprzeczył. Został więc puszczony wolno, ale ja mu nie wierzyłem. Czas płyną dalej, chyliło się już ku wieczorowi, gdy z okna pałacu dostrzegłem przy zapalonym na środku placu ognisku zbierających się ludzi… Wychodzę przed budynek, chcę lepiej przyjrzeć się temu, co się tam dzieje… I widzę ich: parszywi buntownicy uzbrojeni po zęby razem ze swoim wodzem Vuko na czele!

Wśród nich nasz „pustelnik” oraz zdradziecka zielona wioska! Podrywamy całe królestwo, wzywamy do stawienia czoła rebeliantom. Każdy Viking wierny królowi dobrze wie, co ma robić. Stajemy naprzeciw wrogim najeźdźcom, biją bębny, słychać okrzyki bojowe, wszyscy są gotowi do obrony stolicy i króla. Thormund wydaje rozkaz do ataku na rebeliantów! Totalny chaos wojny, wrogowie są wszędzie, nachodzą na mnie z każdej strony! Tracę z oczu króla którego miałem chronić. Z przodu biegnie na mnie 3 rebeliantów! Na szczęście jednego z nich odciąga wódz zaprzyjaźnionej wioski, jednego z nich udaje mi się pokonać. Niestety ten trzeci okazuje się lepszym ode mnie: zrywa moją czerwoną szarfę! Umieram.

Z dumą przyjąłem tę decyzję bogów, aby móc wkroczyć do bram Valhalli jako prawdziwy wojownik. To był mój koniec. Zawsze będę pamiętał mojego króla, królową, namiestnika, kowala i całą naszą świtę…

 

 

Na szczęście nie umarłem. Mam na imię Hubert, żyje i jestem gotowy na dalsze przygody!

W grze „Vikingowie. Nadciąga Zima” przekonaliśmy się, że nie możemy nikomu ufać, a zdrajcą może okazać się nasz najbliższy przyjaciel, kolega, czy podwładny który przysięga nam wierność. Na szczęcie pod przywództwem księcia Polan zaprowadzimy nowy porządek i zjednoczymy słowiańskie plemiona w nowe, niezwyciężone państwo! „Słowianie. Czas Przejścia.” już wkrótce… Nie może Cię tam zabraknąć ;)

Dowódca Gwardii Królewskiej,

Ulfrik Żelaznoboki